gry online

10.01.2010

Chleby, chleby...i jak to z zakwasem bywa.



Nowy rok, pierwsze pieczenie w WP, pierwszy chleb, pierwsza porażka...
Cóż mogę powiedzieć o chlebie wyciągniętym z piekarnika, który przypomina naleśnik? Porażka!
Oglądam chleby na innych blogach...piękne, okrąglutkie, wyrośnięte...a u mnie ... naleśnik!
Żeby dłużej nie narzekać, pochwalę się że nie każdy upieczony wczoraj chleb wyglądał jak naleśnik. Drugi, można by rzec 'awaryjny', wyszedł zupełnie nieźle.

A było tak:
...rano,dzień przed pieczeniem (w piątek) wyjęłam zakwas z lodówki w celu 'rozruszania' i zmobilizowania do pracy. Dokarmiłam jak należy trzy razy, w cieple trzymałam jak należy, mieszałam i doglądałam...ale ON wcale nie odwzajemnił mojego zainteresowania i wdzięczny nie był wcale! Niemrawo zaczął wypuszczać pojedyncze pęcherzyki, podszedł wodą, i nie ruszył się na krok...Ale nie zważając na nic, wieczorem przystąpiłam do robienia zaczynu, rano przecież będę zarabiała chleb! A chleb nie byle jaki, bo Tili wybrała bardzo ciekawe przepisy do Weekendowej Piekarni.
Zdecydowałam się wybrać z dwóch zaproponowanych przepisów chleb, bowiem bułek drożdżowych ostatnio sporo było u mnie.
Chleb natomiast zawsze jest mile widziany! Pieczenie z przepisu zaczerpniętego z blogu Dany nie mogło nie zakończyć się sukcesem! Tak przynajmniej mi się wydawało...(o naiwności!)
W sobotę rano wymieszałam, zgodnie z przepisem, wszystkie ingrediencje, przykryłam i odstawiłam do wyrośnięcia. Po 4 godzinach ciasto podrosło... powiedziałabym lekko, a nawet bardzo lekko...


A tymczasem...
W domu resztki pieczywa, przed nami perspektywa kolacji i niedzielnego śniadania bez chleba...






Szybko zarobiłam chleb 'awaryjny',pozostawiłam do wyrośnięcia, nagrzewając w międzyczasie piekarnik z garnkiem glinianym. Po godzinie wstawiłam chleb, a po następnych 45 minutach pieczenia wyjęłam z pieca pięknie pachnący chleb pszenny, o chrupiącej skórce...najłatwiejszy chleb pod słońcem!
... chlebek pszenno-żytni Dany był wciąż jeszcze 'w lesie'!
Stwierdziłam, że aby upiec chleb tego dnia, muszę zabrać się za następny etap wyrabiania, bo z pieczeniem do północy nie zdążę! Tak więc wyrobiłam ostatecznie ciasto chlebowe i uformowałam okrągły bochenek, umieściłam w koszyku i przykrywszy odstawiłam w ciepłe miejsce. Do wieczora chleb ruszył o jakieś 20%...cóż robić, odłożyłam pieczenie do rana dnia następnego (czyli do dzisiaj - do niedzieli)...

Jak to dobrze że upiekłam drugi chleb!

Chleb pszenno-żytni upiekłam rano. Po włożeniu do piekarnika, rozjechał się jak ciasto na naleśniki...a po upieczeniu wyglądał jak naleśnik...
Zastanawiałam się czy umieścić zdjęcia (wstyd mi!), bo chwalić się nie ma czym.
Ale pomyślałam, że w kuchni (w mojej kuchni) nie ma tylko wzlotów, są tez upadki :) i byłabym nieszczera, gdybym powiedziała że zawsze wszystko się udaje...

Na pocieszenie powiem że chleb pszenno-żytni z prażoną mąką wyszedł mimo wszystko pyszny!
Jeśli zakwas wykaże w najbliższym czasie spodziewaną aktywność, to upiekę go jeszcze raz.

Zabrałam się też za reanimację zakwasu.
Spróbuję tym razem z mąką orkiszową razową...jak będzie 'działał' to napiszę więcej'.

Przepis na chleb WP cytuję za Tili:

CHLEB PSZENNO-ŻYTNI Z PRAŻONĄ MĄKĄ


Składniki na zaczyn, wieczór przed pieczeniem chleba:
55 g zakwasu z mąki żytniej razowej
110 g mąki żytniej razowej
150 g wody

Przygotowanie zaczynu: Składniki mieszamy i pozostawiamy przykryte na 14-16 godzin w temperaturze pokojowej.

Zasmażka, wieczór przed pieczeniem chleba:
80 g mąki żytniej
200 g wody

Przygotowanie: Na rozgrzaną suchą patelnię, wsypujemy mąkę i prażymy, cały czas mieszając do uzyskania lekko brązowego koloru. Mąka nie może się przypalić! Przesypujemy na miseczkę i
dolewamy stopniowo letnią wodę, energicznie mieszając łyżką albo trzepaczką, aż do uzyskania brązowej zasmażki o konsystencji papki.

Dzień pieczenia:
Do ładnie przefermentowanego zaczynu dodajemy zasmażkę, mieszamy do dobrego połączenia składników. Po czym dodajemy:
220 g mąki pszennej typ 650 (ja piekłam go na chlebowej)
250 g wody z solą
Znów mieszamy aby składniki połączyły się dokładnie i pozostawiamy na 2 1/2-3 godzin. Miskę należy zawinąć w folię, by ciasto nie obsychało.

Po tym czasie ciasto powinno ładnie podrosnąć, następnie dodajemy:
400g mąki pszennej typ 650
To już ostatnia faza, czyli ciasto właściwe. Dosypujemy stopniowo mąkę i wyrabiamy, aż ciasto będzie odchodzić od miski i ręki. Pozostawimy na 20 minut, aby odpoczęło. Wyjmujemy na blat posypany mąką, wyrabiamy chwilę, formujemy bochenek i wkładamy do koszyczka, aby ostatecznie wyrosło (do podwojenia objętości - ok. 2 1/2 godziny).
Piekarnik nagrzewamy do 250 stopni Celsjusza i pieczemy z parą w opadającej temperaturze. Po 10 minutach zmniejszamy do 230 stopni, potem stopniowo zmniejszamy temperaturę, aż kończymy pieczenie na ok. 180 stopniach. Ogólny czas pieczenia to ok. 45-50 minut. Studzimy na kratce.

Źródło: Leśny Zakątek Dany






CHLEB "AWARYJNY"

650g maki pszennej typ 650 lub innej
3/4 łyżki soli morskiej
1 łyżeczka cukru
30g drożdży świeżych
ok. 2,5 szkl. letniej wody

Z 1/2 szkl wody, drożdży, cukru i 2 łyżek mąki zrobić zaczyn. Przykryć na 5 minut aby drożdże 'ruszyły'. Do miski wsypać resztę maki, dodać aktywny zaczyn drożdżowy i dolać 1 szkl. wody. Wyrabiać dolewając wodę, w miarę potrzeby więcej lub mniej (zalezy od chłonności mąki) do połączenia składników. Ciasto nie może być luzne, powinno być łatwe do formowania i nie kleić się do rąk.
Oczywiście im dłużej wyrabiamy tym lepiej. Jeżeli nie mamy czasu wystarczy 10 minut. Ja robię to w robocie.
Przykryć szczelnie miskę z ciastem i pozostawić do wyrośnięcia w temperaturze pokojowej.
W tym czasie nagrzać piekarnik z glinianym garnkiem do pieczenia chleba (z pokrywą) do temperatury 220stC.
Po 30 minutach wyjąć podrośnięte ciasto na omączony blat i uformować podłużny bochenek (rozpłaszczyć i zwinąć w rulon, podwijając końce pod spód). Ułożyć na desce lub łopacie, oprószyć mąką i przykryć ściereczką. Po następnych 30 minutach włożyć chleb ostrożnie do nagrzanego garnka, przykryć pokrywą i wstawić na 30 minut. Po tym czasie, zdjąć pokrywę i dopiec jeszcze 10-20 minut do zrumienienia skórki.
Wyjąć chleb na kratkę do pieczenia i ostudzić.








Moim poczynaniom w kuchni towarzyszyła za oknem piękna zima! Śnieg wczoraj padał i padał...




Odśnieżaliśmy kilka razy dojście i chodniki wokół domu...jamniczka nie chciała iść na spacer a koty miały nie lada problem z poruszaniem się po ogrodzie. Brnęliśmy w śniegu po łydki...
Prawdziwa zima!

8.01.2010

Pyszne bułeczki o bogatym wnętrzu.




Kiedy mróz szczypie w uszy i nosy, wracając do domu chętnie sięgamy po coś ciepłego i koniecznie kalorycznego. Przebywając dłużej w niskich temperaturach, spożywanie potraw 'energetyzujących' jest wręcz wskazane. Nie żałujmy wówczas sobie** i rodzinie, gorących pożywnych zup, potraw jednogarnkowych typu 'fusion' albo bułeczek o bogatym wnętrzu.







Wczoraj takie bułeczki gościły na moim stole, upieczone w duuużej blaszce (40x33x7cm), i aby nie czekać na nie zbyt długo, w wersji 'odrywanej'. I tak po 35 minutach mieliśmy od razu 30 sztuk. Można oczywiście formować kuleczki i układać na blasze każdą oddzielnie, ale wówczas czas pieczenia się wydłuża.

Nadziałam je 'śliwką w czekoladzie', czyli pysznym powidłem sliwkowo-czekoladowym. Możemy użyć zwykłych powideł lub innego nadzienia, np. wiśni z konfitury lub kompotu. Bułeczki są naprawdę warte grzechu. Gorąco polecam!







BUŁECZKI NADZIEWANE 'ŚLIWKĄ W CZEKOLADZIE'

ciasto na 30-35 bułeczek*:
* 800g maki tortowej
* 35g drożdży świeżych
* 2 jajka
* 2 żółtka
* 100g stopionego masła
* 1 szkl ciepłej wody
* 1,5 - 2 szkl ciepłego mleka
* 2/3 szkl cukru
* cukier waniliowy (u mnie 2 łyżki cukru z wanilią)
* szczypta soli

* 2 łyżki roztopionego masła

na wierzch:
* 1 rozbełtane jajko
* 2 łyżki cukru do posypania
* 2 łyżki płatków migdałowych

Drożdże rozpuścić w 1/2 szkl. mleka z 1 łyżeczką cukru i 1 łyżką mąki. Przykryć i odstawić na 10-15 minut do podrośnięcia.
Do miski robota wsypać resztę mąki, cukier, cukier waniliowy, sól i wymieszać.
Dodać zaczyn drożdżowy, jajka, żółtka, wodę i stopione, letnie masło. Włączyć mikser i dolewać powoli mleko. Płynów powinno być tyle, aby ciasto było dosyć luźne. Wyrabiać przez 8 minut.
Przełożyć ciasto do większej miski, szczelnie nakryć i odstawić w ciepłe miejsce na 30-45 minut do wyrośnięcia.
Po tym czasie ciasto odgazować i nabierać natłuszczoną łopatką kawałki ciasta. Dłonie też lekko natłuścić, bo ciasto jest dosyć lepkie (takie ma być!). Rozpłaszczyć, nałożyć 1 płaską łyżeczkę nadzienia i zlepić, zaginając brzegi w 'sakiewkę'. Układać na blasze zlepieniem w dół.
Jeśli pieczemy (jak ja) bułeczki 'do odrywania' to boki (nie górę!)smarujemy masłem. Wierzch posmarować rozbełtanym jajkiem, posypać cukrem i płatkami migdałów.
Wstawić do upieczenia w temperaturze 180stC na 20-25 minut jeśli są pieczone jako pojedyncze bułeczki, lub 35-40 minut jeśli są w wersji 'odrywanej'.

*Z połowy porcji wychodzi 15-18 bułeczek odrywanych, pieczonych w tortownicy o śr. 24cm.

** Proszę, nie pytajcie mnie czy je jadłam! :)

6.01.2010

Zimowa wyprawa...zupełnie niekulinarna.












Bywają dni zimowe wyjątkowo urokliwe. Wczorajszy był właśnie taki. Wykorzystując wspaniałą pogodę wybraliśmy się na wycieczkę za miasto. Okolice północnej części Wrocławia, to malownicze i prawie 'dzikie' tereny. Pojechaliśmy do Rędzina i wędrując w kierunki Osobowic, wzdłuż terenów (kanałów i zatoczek) Odry czuliśmy się chwilami jak na Księżycu (a niektórzy nawet przypominali Armstronga! :))

Wokoło ani żywej duszy...po prostu pełny relaks!









Ten nieziemski krajobraz to sprawka mgły która spowiła wszystko dookoła...a mróz zatrzymał tę tajemniczą otoczkę tworząc przepiękną szadź.







Po drodze mijaliśmy budowę obwodnicy śródmiejskiej, brnąc w śniegu po kolana... w oddali widzieliśmy cztery sarny, którym budowa nieco komplikuje życie. Ale cóż, droga jest konieczna. Miasto rozbudowuje się w tempie ekspresowym a dróg ułatwiających przejazd przez nie, po prostu nie ma.







Wycieczka w tak pięknej scenerii była fantastyczną odskocznią od miejskich tłoków, zgiełku i 'gęstego' od spalin powietrza.



Rzeka nie była zamarznięta na tym odcinku, dzięki czemu pływały po niej kaczki i łabędzie.
Po środku zamarzniętej zatoczki, na której latem cumują jachty i łodzie, wędkowali w przeręblach zimowi zapaleńcy spinningu.




Taka zima bardzo mi się podoba.







Po powrocie, z przyjemnością ogrzałam się w cieple 'domowego ogniska'. Czekał na nas ciepły obiad (jak dobrze mieć córkę, która umie coś upichcić...).

A wieczorem nie odmówiłam sobie odrobiny nalewki (niestety słodkiej...ale to była słodycz uzasadniona:)))

1.01.2010

Staroroczny bilans. Noworoczne założenia ...a póki co noworoczny tort.




Wczorajszy wieczór, ostatni w roku 2009, był bardzo malowniczy. Śniegowa kołderka otuliła cały świat, który wydawał się czyściejszy, piękniejszy... Nie było bardzo zimno więc i spacer stanowił nie lada przyjemność.
Tradycyjnie spędzony w zaciszu domowym, ostatni wieczór roku miał wyjątkowo urokliwą 'oprawę graficzną'.
I tak zakończyliśmy kolejny rok, pełen zmian, nowych doświadczeń, nowych zwierząt...
Ubiegły rok obfitował w wydarzania, nie zawsze dobre i szczęśliwe...tak jak każdy rok.
Podsumowując, bilans jest in plus...czyli mogę przyjąć że to był dobry rok.


Czy robicie postanowienia na nowy rok? Plany, marzenia albo zwyczajne założenia? Ja zwykle nie stawiam sobie zadań czy postanowień, poza jednym...i to co roku takim samym! A że nie mam wystarczająco silnej woli, postanowienie zwykle pozostaje nie spełnione :(
O co chodzi? O zrzucenie kilku kilogramów (zbędnych!) i przejście na dietę pozbawioną cukru (o rany!) i mięsa (z tym nie będzie problemu, i tak prawie go nie jem). Czy mi się uda nie wiem, ale podejmę wyzwanie w imię zdrowego rozsądku i poprawy zdrowia! Skoro to już oficjalnie oznajmiłam, może nareszcie się uda (w końcu nie mogę robić z g..y kalosza:). W każdym razie co jakiś czas będę się spowiadała z moich osiągnięć. Trzymajcie za mnie kciuki!

A tymczasem styczeń rozpoczęłam spacerem w zimowej scenerii. Uwielbiam ten najspokojniejszy poranek roku. W trakcie ponad godzinnej wędrówki spotkałam trzech osobników homo sapiens, dwa psie pyszczki, a ulicą przemknęły dwa puste (ani jednego pasażera!) autobusy. Piękny, cichy i pusty poranek, szkoda że tylko raz w roku...




Acha, zapomniałam o kaczkach...a było ich dzisiaj wyjątkowo dużo.






Ale żeby stary rok zakończyć przyjemnie, a nowy zacząć słodko (cały rok podobno taki będzie, czyli dobry) upiekłam tort czekoladowy z prażonymi orzechami. To jest ostatnia słodycz, na jaką sobie pozwoliłam. Ostatnie moje ciasto!...o nie, ciasta będę nadal piekła, w domu byłaby wojna (a rozwód pewny!) gdybym była taka perfidna i potraktowała wszystkich dietą!





TORT CZEKOLADOWY Z PRAŻONYMI ORZECHAMI

ciasto:
1 szkl mąki tortowej
3/4 szkl cukru pudru
2,5 łyżki kakao rozprowadzone w małej ilości gorącej wody (gęstość rozpuszczonej czekolady)
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
75g masła stopionego
6 jajek

Oddzielić żółtka od białek do dwóch misek. Z białek ubić pianę, dodając na końcu połowę cukru.
Żółtka utrzeć z resztą cukru, dodać rozrobione kakao, wciąż ubijając dodawać partiami mąkę z proszkiem do pieczenia i masło. Na końcu dodać pianę i delikatnie wymieszać.
Tortownicę o średnicy 24cm wysmarować masłem i wysypać bułką tartą. Ciasto przełożyć do formy i wstawić na 45-50 minut do piekarnika nagrzanego do 180stC.
Po upieczeniu pozostawić w zamkniętym piekarniku przez 15 minut. Wyjąć, wystudzić i przekroić w poprzek.

krem:
4 jajka
1 szkl cukru pudru
100g czekolady gorzkiej
2 łyżki śmietanki słodkiej
150g włoskich orzechów
2 łyżki rumu
200g masła miękkiego

1 szkl dżemu z czarnej porzeczki lub innego

do nasączenia:
50ml rumu + kilka łyżek przegotowanej wody


Orzechy ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180stC na 5-10 minut (zależy jakiej wielkości są kawałki orzechów). Uprażone orzechy powinny mieć złoto-brązowy kolor, uważać aby ich nie przypalić.Po ostudzeniu wsypać orzechy do worka foliowego i pocierając obłuskać z podpieczonej skórki. Wyjąć i rozdrobnić w malakserze lub zmielić.
Jajka ubić z cukrem na parze na kogel mogel. Roztopić czekoladę, dodać do niej śmietankę i dokładnie wymieszać. Ubijając jajka, dodać rozpuszczoną czekoladę i wymieszać.
Masło utrzeć na puch, dodawać powoli masę jajeczną i ucierać aż do momentu dokładnego połączenia. Wsypać orzechy (pozostawiając 2 łyżki do dekoracji) i dodać rum, wymieszać.


Blaty tortu nasączyć rumem. Spodni posmarować dżemem, i połową kremu. Przykryć drugim kawałkiem ciasta. Resztę kremu rozsmarować na wierzchu i bokach tortu. Posypać mielonymi orzechami, udekorować połówkami orzechów lub płatkami migdałów.
Tort włożyć na 2 godziny do lodówki aby się 'przegryzł'. Smacznego!


31.12.2009

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!



KOCHANI! WSPANIAŁEGO NOWEGO 2010 ROKU, SZCZĘŚCIA, DUUUUŻO ZDROWIA, SPEŁNIENIA MARZEŃ, OBY SŁOŃCE ŚWIECIŁO KAŻDEGO DNIA, A RADOŚĆ I MIŁOŚĆ WYPEŁNIAŁA KAŻDĄ CHWILĘ!





29.12.2009

Poświątecznie. Sałatka owocowa.




Czas świątecznego ucztowania mamy już za sobą ufff.... jak dobrze że to tylko kilka dni...
Tradycyjne menu (bogate w potrawy ciężkostrawne) w którym nie może zabraknąć: pieczonych mięs, mocno naszpikowanych bakaliami ciast, koniecznie dużo maku...to obfitujące w kalorie potrawy, i mało świeżych warzyw (poza sałatkami).

Sałatkę owocową zwykle robię jako świąteczny deser, ale tym razem zrobiłam już prawie po świętach...po prostu nie znalazłam wcześniej czasu. Może i dobrze, bo można delektować się nią nie będąc objedzonym...i docenić jej walory smakowe. Sałatki owocowe mają niezliczoną ilość odmian, miesza się owoce rodzime lub egzotyczne, słodzi się je lub nie, polewa sosami lub sokiem owocowym...jak kto woli, wszystkie chwyty dozwolone.

Tą świąteczną przygotowuję zwykle w podobny sposób i w podobnych proporcjach...i zawsze jest bardzo dobra. Nie dodaję cukru, słodkości dodają rodzynki i sok z puszki ananasa lub brzoskwiń.
Polecam jako pyszny deser, także w na Sylwestra lub karnawał. Smacznego!

SAŁATKA OWOCOWA - ZIMOWA

4 pomarańcze
4 mandarynki
1 jabłko
1 grejfrut czerwony
2 banany
2 kiwi
1 puszka ananasa lub brzoskwiń
rodzynki
ewentualnie cukier do smaku lub sok z cytryny

Wszystkie owoce obrać (grejfrut obrać z białych błon, zostawiając sam miąższ) i pokroić w kostkę, a banany w plasterki. Dodać ananasa z puszki wraz z sokiem, jeśli w plastrach to pokroić drobniej. Wrzucić małą garść rodzynek i wymieszać. Przykryć miskę folią spożywczą i odstawić do lodówki na co najmniej 2 godziny. Można podawać z lodami, bitą śmietaną lub bez dodatków. Smacznego!




21.12.2009

WESOŁYCH ŚWIĄT !




Święta tuż tuż...prawdopodobnie jutro nie będę miała czasu na nic, biorę się jutro za pieczenie ciast, gotowaniem bigosu, pieczenie pasztetu...


WSZYSTKIM ODWIEDZAJĄCYM MÓJ BLOG, ŻYCZĘ POGODNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA, PEŁNYCH MIŁOŚCI I ZROZUMIENIA, WYPOCZYNKU PO PRACOWITYCH DNIACH PRZYGOTOWYWAŃ I WSPANIAŁYCH PREZENTÓW POD CHOINKĄ!



PS.
Zima nas zaskoczyła, ale jeszcze dotkliwiej zaskoczyła bezdomne zwierzęta...i tak jeden pyszczek trafił do nas, tymczasem urzęduje w pracowni Tomka, siedzi przy piecu i grzeje zmarznięte łapki i nie może nacieszyć się ciepłem i pełną miską... Pozdrawiam wszystkich i apeluję o czułe serce dla zwierząt!

17.12.2009

Ciasteczka półfrancuskie.



Ciasteczek ciąg dalszy...
Te piekę nie tylko z okazji Świąt. Niewątpliwą zaletą jest to, że mogą być przechowywane dość długo. Zdarzyło się że dwa miesiące (doprawdy nie wiem jak to się stało...) leżały w kamionkowym garnku i były wciąż pyszne! Zazwyczaj znikają w tempie ekspresowym, są bowiem delikatne, maślane, kruche i baaardzo smaczne, cóż więcej chcieć od ciasteczek?
Ciasto jest bez cukru, osłodą jest posypka z cukru lub lukier.
Ciasto ładnie się listkuje i nie wymaga długiej obróbki. Piekę je w różnych wersjach, a to małych kwadracików - takich na jeden kęs, a to okrągłych z dziurką tzw. oponek, lub gwiazdek - właśnie w czasie bożonarodzeniowym. Polecam!





CIASTKA PÓŁFRANCUSKIE Z CUKREM


3 szkl. mąki
1/2 kostki masła
1/2 kostki margaryny
1/2 szkl. kwaśnej śmietany

1 jajko roztrzepane
cukier do posypania (najlepiej gruby) lub posypka cukrowa

Wszystkie składniki posiekać nożem. Krótko zagnieść ciasto, zlepić w kulę. Owinąć ciasto w folię spożywczą i włożyć do lodówki na 30 minut.
W tym czasie nagrzać piekarnik do 190stC.
Wyjąć ciasto z lodówki. Rozwałkowywać na grubość 4-5 mm lub jeśli lubimy - grubiej. Wykrawać nieduże ciasteczka, jeśli większe to z dziurką w środku. Smarować jajkiem i posypać cukrem.
Układać na blasze wyłożonej papierem. Nie trzeba robić dużych odstępów, ciastka nie rosną w szerz, rosną wzwyż.
Piec ok 8 minut do lekkiego zrumienienia. Wyjąć na kratkę, ostudzić. Zimne układać w puszce lub kamionkowym garnku, przykryć papierem i zamknąć. Smacznego!



14.12.2009

Orzechowe kuleczki czyli 'bredle'.





Kilka dni temu odwiedzając blog Agnieszki, zobaczyłam małe orzechowe cudeńka...czyli bredle, alzackie kruche ciasteczka, pieczone tradycyjnie w okresie przedświątecznym. Jak pisze Agnieszka, jest to jedna z wersji bredli.
Długo nie zastanawiając się, wyłuskałam orzechy (a mam ich w tym roku dużo, bo obdarowała mnie wielką torbą moja przyjaciółka Iwona) i zabrałam się za pieczenie. Upiekłam z proporcji podanej przez autorkę, mnie jednak wyszło 80 ciasteczek, bo nakładałam ciasto mniejszą łyżeczką. Ponieważ ciasteczka wyszły mniejsze, połówki orzechów nie zmieściły się na nich, udekorowałam więc ćwiartkami orzechów.
Ciasteczka są kruchutkie, smakują czekoladą i orzechami. Nie są nazbyt słodkie, pyszne do kawy lub herbaty. Część ciasteczek schowałam do puszki...czy przetrwają nie wiem, mam w domu niezłych detektywów :) Planuję jeszcze kilka rodzajów ciastek przygotować, kruchych, pierniczków i makaroników...ale jeśli starczy mi czasu, upiekę jeszcze raz przed świętami bredle. Polecam!




ORZECHOWE KULECZKI
(Boules de noix , Nusshiffele)

ok. 60 małych ciasteczek

* 225g mąki
* 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
* szczypta soli

* 100g miękkiego masła
* 75g cukru pudru
* 75g jasnobrązowego cukru
* 1 op cukru z prawdziwą wanilią
* 1 duże jajko
* 1 łyżka słodkiej śmietanki 12%

* 100g gorzkiej czarnej czekolady (najlepiej 70%)
* 100g orzechów włoskich, lekko zrumienionych na suchej patelni

* 30 ładnych całych połówek orzechów włoskich do przybrania (ich nie trzeba rumienić)

Mąkę przesiewamy z proszkiem i solą. Czekoladę drobno siekamy lub rozdrabniamy w malakserze (maja być to drobne kawałki a nie pył). To samo robimy z orzechami. Miękkie masło dość długo miksujemy z trzeba rodzajami cukru na gładki krem. Przy ciągle włączonym mikserze dodajemy jajko, a następnie śmietankę. Później porcjami wsypujemy mąkę miksując na wolnych obrotach. Na koniec dodajemy posiekaną czekoladę i orzechy i za pomocą łyżki lub szpatułki mieszamy z ciastem. Miskę z ciastem, przykrytą przezroczystą folią wstawiamy na ok. 30 min do lodówki.

Rozgrzewamy piekarnik do 180ºC. Dużą blaszkę z piekarnika wykładamy papierem do pieczenia. Ciasto nabieramy gałkownicą do lodów o średnicy 3 cm, umieszczając jednorazowo na blaszce ok. 20 kuleczek. Ostrożnie przyciskając (aby zbytnio nie spłaszczyć), układamy na połowie ciasteczkach połówki orzechów włoskich (ja resztę ciastek zostawiam bez orzechów dla tych, co za aż taką ich ilością nie przepadają). Pieczemy przez ok. 10 min. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy na siatce do ciast.









13.12.2009

Lekki i puszysty "Sernik Ani".






Przepis na to ciasto dostałam od mojej koleżanki Ani.
Na pewno jest znanym ciastem i być może występuje pod inną nazwą... nie znam źródła, więc niech pozostanie u mnie jako "Sernik Ani".
Ciasto jest dosyć szybkie w wykonaniu (mimo trzech warstw) i bardzo smaczne. Można upiec je na święta, wzbogacając serową warstwę rodzynkami lub kandyzowaną skórką pomarańczową, albo polać czekoladą i posypać posiekanymi orzechami. A jeszcze prościej acz świątecznie, oprószyć cukrem pudrem. Każdy sposób wykończenia jest w tym cieście dozwolony.
Wersja podstawowa to ciasto 'soute', czyli bez wykończenia, i takie jest również bardzo smaczne. Polecam!






SERNIK ANI
/forma 35 x 24cm/


ciasto:
* 2 szkl. mąki
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 1/2 kostki margaryny lub masła
* 1/2 szkl. cukru drobnego
* 2 żółtka
* 1 łyżka śmietany kwaśnej

Zagnieść ciasto i wyłożyć nim spód wysmarowanej tłuszczem formy.



krem budyniowy:

3 budynie czekoladowe z cukrem
1l mleka

Ugotować budyń i wylać do formy z ciastem, wyrównać i ostudzić. W tym czasie przygotować warstwę serową.

masa serowa:

4 serki homogenizowane waniliowe lub śmietankowe (po 200g)
1/2 kostki margaryny lub masła
1/2 szkl. cukru
1 cukier waniliowy
3 jajka
1 budyń waniliowy

Wszystkie produkty ogrzać do temperatury pokojowej. Białka oddzielić od żółtek, ubić pianę.
Masło zmiksować z cukrem i cukrem waniliowym. Dodawać po jednym żółtku i partiami serki. Miksować, wsypać budyń, a na końcu delikatnie wymieszać z pianą z białek.
Masę serową wylać na warstwę budyniu, wygładzić i wstawić do nagrzanego piekarnika do 180stC.
Piec ok. 45-50 minut. Uważać aby nie przypalić, w razie potrzeby nakryć folią aluminiową.
Wyjąć do wystudzenia, można posmarować czekoladą rozpuszczoną w kąpieli wodnej, wymieszanej z kilkoma łyżkami mleka.

Printfriendly

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...