17.07.2014

Sceny z życia blogerki kulinarnej



-  Nie ma chleba na kolację!
-  Będzie, zaraz piekę!
...
-  Można jeść już chleb?
-  Nie, muszę zrobić zdjęcie...
...
-  Rób te zdjęcia bo jesteśmy głodni!
-  Kiepskie światło... zrobię rano:)
-  To możemy jeść chleb?
-  Rano!!!




-  Kiedy będzie obiad?
-  Już jest!
-  Czemu jeszcze nie jemy?
-  Zaraz... tylko zrobię zdjęcia...
...
-  No dobrze...możecie już jeść!
-  Znowu zimne?





-  Co robisz?
-  Piszę!
-  Znowu?
-  Blog ma swoje prawa...
-  A ja?
-  Ty możesz poczekać:)...




-  Mamo... mamo!
-  Poczekaj, mama nie ma czasu...  siedzi na blogu!!!




-  Co pieczesz?
-  Chleb.
-  A jaki?
-  Nowy, jeszcze takiego nie piekłam...
-  Znowu eksperymenty, upiecz ten co lubimy...
-  Nie mogę, muszę mieć coś na bloga:)



Życzę wszystkim pięknego weekendu!

17 komentarzy:

  1. Kas, ja akurat nie znam takiego życia..., ale potrafię sobie wyobrazić:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, jakby tak głębiej przemyśleć... to co napisałaś, jest bardzo smutne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeżeli rzeczywiście tak jest, to współczuje rodzinie....

      Usuń
  3. No niezle:))) Jestem tu po raz pierwszy, ale ten chclebek wyglada tak apetycznie, ze rozgaszczam sie i przegladam inne posty:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie w domu toczą się podobne sceny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak to u blogerów właśnie wygląda, ale to już weszło w życie i ciężko się oderwać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Smutne troszkę... U mnie chyba kiedyś wyglądało podobnie, ale to zmieniłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. skąd ja to znam.... :D

    śmiechy śmiechami, ale myślę, ze tak naprawdę to ludzie są najwazniejsi, nie blog... nie wyobrażam sobie kazać czekać np. chłopakowi do rana z jedzeniem, bo światło nie takie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha ha ha prawie jak u mnie:)Pawie bo trochę sie opuściłam,ale piekę nadal...dla mojej połówki rycerski bo chrupiąca skórka:)
    Kasiu polecisz mi jakiś inny przepis coby mu smakował:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha, najbardziej to u mnie "muszę mieć coś na bloga" się pojawia. Potem Małżon się skarży, że nie wie czy jak mu coś zasmakuje to zje to kiedyś jeszcze. A jak w końcu coś powtórzę to myśli, że to nowe bo już zdąży zapomnieć, że to już jadł...

    OdpowiedzUsuń
  10. Okrutna jestes z tym czekaniem;) Ponieważ nie chcę, by moi domownicy, poumierali z głodu (bo i tak sie muszą nieraz naczekać na obiad), nakładam im gdy jest gotowe, a fotografuję tylko swoja porcję :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ależ męczy się głodna rodzina czekając by wreszcie zjeść. Mój mąż niestety nie miałby tyle cierpliwości.
    Jak piszę na blogu książkowym i wciąż słyszę od niego : co ty tam piszesz?

    OdpowiedzUsuń

Printfriendly