31.12.2009

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!



KOCHANI! WSPANIAŁEGO NOWEGO 2010 ROKU, SZCZĘŚCIA, DUUUUŻO ZDROWIA, SPEŁNIENIA MARZEŃ, OBY SŁOŃCE ŚWIECIŁO KAŻDEGO DNIA, A RADOŚĆ I MIŁOŚĆ WYPEŁNIAŁA KAŻDĄ CHWILĘ!





29.12.2009

Poświątecznie. Sałatka owocowa.




Czas świątecznego ucztowania mamy już za sobą ufff.... jak dobrze że to tylko kilka dni...
Tradycyjne menu (bogate w potrawy ciężkostrawne) w którym nie może zabraknąć: pieczonych mięs, mocno naszpikowanych bakaliami ciast, koniecznie dużo maku...to obfitujące w kalorie potrawy, i mało świeżych warzyw (poza sałatkami).

Sałatkę owocową zwykle robię jako świąteczny deser, ale tym razem zrobiłam już prawie po świętach...po prostu nie znalazłam wcześniej czasu. Może i dobrze, bo można delektować się nią nie będąc objedzonym...i docenić jej walory smakowe. Sałatki owocowe mają niezliczoną ilość odmian, miesza się owoce rodzime lub egzotyczne, słodzi się je lub nie, polewa sosami lub sokiem owocowym...jak kto woli, wszystkie chwyty dozwolone.

Tą świąteczną przygotowuję zwykle w podobny sposób i w podobnych proporcjach...i zawsze jest bardzo dobra. Nie dodaję cukru, słodkości dodają rodzynki i sok z puszki ananasa lub brzoskwiń.
Polecam jako pyszny deser, także w na Sylwestra lub karnawał. Smacznego!

SAŁATKA OWOCOWA - ZIMOWA

4 pomarańcze
4 mandarynki
1 jabłko
1 grejfrut czerwony
2 banany
2 kiwi
1 puszka ananasa lub brzoskwiń
rodzynki
ewentualnie cukier do smaku lub sok z cytryny

Wszystkie owoce obrać (grejfrut obrać z białych błon, zostawiając sam miąższ) i pokroić w kostkę, a banany w plasterki. Dodać ananasa z puszki wraz z sokiem, jeśli w plastrach to pokroić drobniej. Wrzucić małą garść rodzynek i wymieszać. Przykryć miskę folią spożywczą i odstawić do lodówki na co najmniej 2 godziny. Można podawać z lodami, bitą śmietaną lub bez dodatków. Smacznego!




21.12.2009

WESOŁYCH ŚWIĄT !




Święta tuż tuż...prawdopodobnie jutro nie będę miała czasu na nic, biorę się jutro za pieczenie ciast, gotowaniem bigosu, pieczenie pasztetu...


WSZYSTKIM ODWIEDZAJĄCYM MÓJ BLOG, ŻYCZĘ POGODNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA, PEŁNYCH MIŁOŚCI I ZROZUMIENIA, WYPOCZYNKU PO PRACOWITYCH DNIACH PRZYGOTOWYWAŃ I WSPANIAŁYCH PREZENTÓW POD CHOINKĄ!



PS.
Zima nas zaskoczyła, ale jeszcze dotkliwiej zaskoczyła bezdomne zwierzęta...i tak jeden pyszczek trafił do nas, tymczasem urzęduje w pracowni Tomka, siedzi przy piecu i grzeje zmarznięte łapki i nie może nacieszyć się ciepłem i pełną miską... Pozdrawiam wszystkich i apeluję o czułe serce dla zwierząt!

17.12.2009

Ciasteczka półfrancuskie.



Ciasteczek ciąg dalszy...
Te piekę nie tylko z okazji Świąt. Niewątpliwą zaletą jest to, że mogą być przechowywane dość długo. Zdarzyło się że dwa miesiące (doprawdy nie wiem jak to się stało...) leżały w kamionkowym garnku i były wciąż pyszne! Zazwyczaj znikają w tempie ekspresowym, są bowiem delikatne, maślane, kruche i baaardzo smaczne, cóż więcej chcieć od ciasteczek?
Ciasto jest bez cukru, osłodą jest posypka z cukru lub lukier.
Ciasto ładnie się listkuje i nie wymaga długiej obróbki. Piekę je w różnych wersjach, a to małych kwadracików - takich na jeden kęs, a to okrągłych z dziurką tzw. oponek, lub gwiazdek - właśnie w czasie bożonarodzeniowym. Polecam!





CIASTKA PÓŁFRANCUSKIE Z CUKREM


3 szkl. mąki
1/2 kostki masła
1/2 kostki margaryny
1/2 szkl. kwaśnej śmietany

1 jajko roztrzepane
cukier do posypania (najlepiej gruby) lub posypka cukrowa

Wszystkie składniki posiekać nożem. Krótko zagnieść ciasto, zlepić w kulę. Owinąć ciasto w folię spożywczą i włożyć do lodówki na 30 minut.
W tym czasie nagrzać piekarnik do 190stC.
Wyjąć ciasto z lodówki. Rozwałkowywać na grubość 4-5 mm lub jeśli lubimy - grubiej. Wykrawać nieduże ciasteczka, jeśli większe to z dziurką w środku. Smarować jajkiem i posypać cukrem.
Układać na blasze wyłożonej papierem. Nie trzeba robić dużych odstępów, ciastka nie rosną w szerz, rosną wzwyż.
Piec ok 8 minut do lekkiego zrumienienia. Wyjąć na kratkę, ostudzić. Zimne układać w puszce lub kamionkowym garnku, przykryć papierem i zamknąć. Smacznego!



14.12.2009

Orzechowe kuleczki czyli 'bredle'.





Kilka dni temu odwiedzając blog Agnieszki, zobaczyłam małe orzechowe cudeńka...czyli bredle, alzackie kruche ciasteczka, pieczone tradycyjnie w okresie przedświątecznym. Jak pisze Agnieszka, jest to jedna z wersji bredli.
Długo nie zastanawiając się, wyłuskałam orzechy (a mam ich w tym roku dużo, bo obdarowała mnie wielką torbą moja przyjaciółka Iwona) i zabrałam się za pieczenie. Upiekłam z proporcji podanej przez autorkę, mnie jednak wyszło 80 ciasteczek, bo nakładałam ciasto mniejszą łyżeczką. Ponieważ ciasteczka wyszły mniejsze, połówki orzechów nie zmieściły się na nich, udekorowałam więc ćwiartkami orzechów.
Ciasteczka są kruchutkie, smakują czekoladą i orzechami. Nie są nazbyt słodkie, pyszne do kawy lub herbaty. Część ciasteczek schowałam do puszki...czy przetrwają nie wiem, mam w domu niezłych detektywów :) Planuję jeszcze kilka rodzajów ciastek przygotować, kruchych, pierniczków i makaroników...ale jeśli starczy mi czasu, upiekę jeszcze raz przed świętami bredle. Polecam!




ORZECHOWE KULECZKI
(Boules de noix , Nusshiffele)

ok. 60 małych ciasteczek

* 225g mąki
* 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
* szczypta soli

* 100g miękkiego masła
* 75g cukru pudru
* 75g jasnobrązowego cukru
* 1 op cukru z prawdziwą wanilią
* 1 duże jajko
* 1 łyżka słodkiej śmietanki 12%

* 100g gorzkiej czarnej czekolady (najlepiej 70%)
* 100g orzechów włoskich, lekko zrumienionych na suchej patelni

* 30 ładnych całych połówek orzechów włoskich do przybrania (ich nie trzeba rumienić)

Mąkę przesiewamy z proszkiem i solą. Czekoladę drobno siekamy lub rozdrabniamy w malakserze (maja być to drobne kawałki a nie pył). To samo robimy z orzechami. Miękkie masło dość długo miksujemy z trzeba rodzajami cukru na gładki krem. Przy ciągle włączonym mikserze dodajemy jajko, a następnie śmietankę. Później porcjami wsypujemy mąkę miksując na wolnych obrotach. Na koniec dodajemy posiekaną czekoladę i orzechy i za pomocą łyżki lub szpatułki mieszamy z ciastem. Miskę z ciastem, przykrytą przezroczystą folią wstawiamy na ok. 30 min do lodówki.

Rozgrzewamy piekarnik do 180ºC. Dużą blaszkę z piekarnika wykładamy papierem do pieczenia. Ciasto nabieramy gałkownicą do lodów o średnicy 3 cm, umieszczając jednorazowo na blaszce ok. 20 kuleczek. Ostrożnie przyciskając (aby zbytnio nie spłaszczyć), układamy na połowie ciasteczkach połówki orzechów włoskich (ja resztę ciastek zostawiam bez orzechów dla tych, co za aż taką ich ilością nie przepadają). Pieczemy przez ok. 10 min. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy na siatce do ciast.









13.12.2009

Lekki i puszysty "Sernik Ani".






Przepis na to ciasto dostałam od mojej koleżanki Ani.
Na pewno jest znanym ciastem i być może występuje pod inną nazwą... nie znam źródła, więc niech pozostanie u mnie jako "Sernik Ani".
Ciasto jest dosyć szybkie w wykonaniu (mimo trzech warstw) i bardzo smaczne. Można upiec je na święta, wzbogacając serową warstwę rodzynkami lub kandyzowaną skórką pomarańczową, albo polać czekoladą i posypać posiekanymi orzechami. A jeszcze prościej acz świątecznie, oprószyć cukrem pudrem. Każdy sposób wykończenia jest w tym cieście dozwolony.
Wersja podstawowa to ciasto 'soute', czyli bez wykończenia, i takie jest również bardzo smaczne. Polecam!






SERNIK ANI
/forma 38x45cm/


ciasto:
* 2 szkl. mąki
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 1/2 kostki margaryny lub masła
* 1/2 szkl. cukru drobnego
* 2 żółtka
* 1 łyżka śmietany kwaśnej

Zagnieść ciasto i wyłożyć nim spód wysmarowanej tłuszczem formy.



krem budyniowy:

3 budynie czekoladowe z cukrem
1l mleka

Ugotować budyń i wylać do formy z ciastem, wyrównać i ostudzić. W tym czasie przygotować warstwę serową.

masa serowa:

4 serki homogenizowane waniliowe lub śmietankowe (po 200g)
1/2 kostki margaryny lub masła
1/2 szkl. cukru
1 cukier waniliowy
3 jajka
1 budyń waniliowy

Wszystkie produkty ogrzać do temperatury pokojowej. Białka oddzielić od żółtek, ubić pianę.
Masło zmiksować z cukrem i cukrem waniliowym. Dodawać po jednym żółtku i partiami serki. Miksować, wsypać budyń, a na końcu delikatnie wymieszać z pianą z białek.
Masę serową wylać na warstwę budyniu, wygładzić i wstawić do nagrzanego piekarnika do 180stC.
Piec ok. 45-50 minut. Uważać aby nie przypalić, w razie potrzeby nakryć folią aluminiową.
Wyjąć do wystudzenia, można posmarować czekoladą rozpuszczoną w kąpieli wodnej, wymieszanej z kilkoma łyżkami mleka.

10.12.2009

Bułki, bułeczki....




Tym razem Weekendowa piekarnia u mnie już w środę działała. Właśnie miałam wziąć się za pieczenie czegoś do kawy, myślałam o 'krawatach', czyli bułkach z serem... ale odwiedzając Poleczkę ujrzałam bardzo ciekawą propozycję na bułeczki szwedzkie cynamonowe, czyli Kanelbullar...cóż było robić, upiekłam i 'krawaty' i 'szwedzkie'...jedne i drugie wyszły pyszne! Bułki z serem zrobiłam (tym razem) z takiego ciasta jak szwedzkie cynamonowe. Posmarowałam bułeczki roztrzepanym jajkiem i posypałam karmelizowanym cukrem.
Wszystkich niezdecydowanych, którzy się ociągają lub mają jakieś wątpliwości, gorąco namawiam do upieczenia tych pysznych, maślanych i świątecznie pachnących bułeczek, na pewno się nie zawiodą. Ale zapewniam że serowe też są wspaniałe!




Przeis Poleczki:

KANELBULLAR (Szwedzkie bułeczki cynamonowe)
Z przepisu wychodzi ok 60 bulek!

Ciasto

50g świeżych drożdży
1/2 litra mleka "ciepłego na palec"
150-200g niesolonego masła o pokojowej temperaturze
1 decylitr cukru (100-120g)
malutka łyżeczka soli (na złamanie smaku)
1-2 łyżeczki mielonego lub utłuczonego w moździerzu kardamonu
14 decylitrow pszennej mąki dobrego gatunku (800-850g)

Nadzienie

200-300g masła (patrz wyżej)
1,5 decylitra cukru (150g)
4-6 łyżek cynamonu

Jeśli chcemy mieć wersję troszkę bardziej luksusową to można zetrzeć trochę masy migdałowej na to nadzienie.... mmmmmmmmmmm.... takie dobre!!!!

Do posmarowania

jajka rozbeltane (zaczynam od 2, jak trzeba "dobijam")
perlowy cukier (taki gruby)
ew. lukier coby było bardziej świątecznie (przyp. Polki)

Rozpuścić drożdże w mleku z roztopionym masłem, dodać cukier, sól, kardamon i prawie całą makę - na wyczucie...
Wyrobić ciasto, aż się będzie błyszczało i będzie elastyczne.
Zostawić do wyrośnięcia na około 30-60 min (czasem mi się "zapomni" i ono sobie tak rośnie i rośnie.... )
Po wyrośnięciu delikatnie wyrobić, podzielić na dwie części, uformować w duże buły i dać im odpocząć minutkę lub dwie.

W międzyczasie wymieszać nadzienie.

Każdy kawałek ciasta rozwałkować na prostokąty z raczej prostymi brzegami :-)) (c:a 60X25 cm). Podnieść ciasto od czasu do czsu i podsypać maką -nie będzie sie kleilo do stolu.
Rozprowadzić nadzienie - po prostu posmarować każdy prostokąt tą cynamonową masą (im jej więcej tym lepsze buły).
Każdy z rulonow podzielić na 30 kawałków - czyli jak zwiniemy z tej długiej strony to około 2cm każdy kawałek powinien mieć.
Niech sobie teraz buły rosną pół godziny...
Piekarnik nagrzać do temp. 250 st.C.
Można "macnąć" bułę, jak się ciasto szybko podnosi to wyrosło dostatecznie.
Posmarować rozbełtanym jajem i posypać perłowym cukrem.
Piec około 5-8 min, ale zerkać na ciasto!
Niech sobie ciut przestygna pod ściereczką...







Mój przepis:

KRAWATY Z SEREM

ciasto:
1 kg maki tortowej
50g świeżych drożdży
150g stopionego masła
1/2 l mleka ciepłego
niepełna szklanka wody
1 jajko
3/4 szkl. cukru
1/4 łyżeczki soli
2 cukry waniliowe
skórka otarta z cytryny

nadzienie:
65 dag sera twarogowego
4 łyżki śmietanki
1 budyń waniliowy
1 cukier waniliowy
kilka łyżek cukru pudru (do smaku)

na wierzch;
1 jajko roztrzepane
cukier do posypania
lub
lukier z soku cytrynowego i cukru pudru

wykonanie:

Drożdże rozpuścić w 1 szklance ciepłego mleka, dosypać łyżeczkę cukru i dodać łyżkę mąki. Wymieszać i przykryć ściereczka, odstawić na 5 minut.
Do miski miksera wsypać mąkę dodać wszystkie składniki oprócz stopionego masła, włączyć mikser i miksować na średnich obrotach ok 5 minut. Dodać masło i miksować jeszcze 5-8 minut. Ciasto powinno odchodzić od brzegów i być elastyczne i miękkie.
Można w razie konieczności regulować ilość płynów lub mąki.
Odstawić przykryte folią ciasto na ok 40 minut do podwojenia objętości.

Przygotować masę serową: zmiksować ser lub rozgnieść widelcem (ja tak zrobilam bo lubię grudki sera w bułeczkach), dodać cukier, śmietanę i budyń, wymieszać.
Wyjąć ciasto na blat i lekko złożyć, podzielić na trzy części. Każdą rozwałkować na prostokąt mniej więcej o wymiarach 25x40cm. Wzdłuż dłuższego boku rozłożyć nadzienie serowe na połowie ciasta, druga połową nakryć ser i złożyć na pół, lekko dociskając brzegi. Ostrym nożem pokroić na paski szer. 4-5 cm. Każdy pasek ułożyć na wyłożonej papierem blasze, skręcając jak świderka o 180st jeden koniec. Posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać cukrem (u mnie karmelizowany) lub po upieczeniu polukrować.



07.12.2009

Chleb żytni ze śliwkami i słonecznikiem.




Szukałam przepisu na chleb żytni ze śliwkami, i żaden wypiek nie spełniał moich oczekiwań w 100%...
Może za dużo oczekiwałam? Ale myślę raczej, że po prostu nie trafiłam na 'mój smak' tego chleba... a miał być smak zapamiętany w dzieciństwie...
Czasem 'gonimy' za odległymi, zakodowanymi smakami...jak je odnaleźć?
Najlepiej samemu zestawiać, kombinować, zmieniać proporcje i składniki... Czy też tak czasem macie, że 'chodzi' za Wami jakiś zapamiętany w przeszłości smak, do którego trudno dotrzeć? Bywa, że wpadam przypadkiem na coś, co utkwiło w pamięci dawno temu i dopiero po latach odnajduję to za czym tak tęskniłam...tak było w tym przypadku.

Weekendowa piekarnia podsuwa nam co tydzień do wypróbowania wiele ciekawych receptur. Nie wszystkie chleby piekę w 'przepisowym' czasie, czasem odkładam na później. A kiedy mam czas, eksperymentuję, łączę lub zmieniam, dopasowując do swoich wyobrażeń. I tak powstał żytni 'zakwasowiec' ze śliwkami...
Tytułowy chleb ma w sobie wszystko to co lubię: 100% mąki żytniej, zakwas, lekko słodką nutę oraz pestki słonecznika i śliwki. Jest wilgotny, świeży przez kilka dni, smakuje wspaniale i ze wszystkim, a do tego jest łatwy do wykonania.
To hit chlebowy ostatnich tygodni w moim domu! Polecam!



CHLEB ŻYTNI NA ZAKWASIE ZE ŚLIWKAMI I SŁONECZNIKIEM
/składniki na 1 bochenek pieczony w keksówce/

Wieczorem w przeddzień pieczenia przygotowujemy zaczyn:

* 100 g zakwasu żytniego
* 130 g mąki żytniej (typ 2000)
* 250 g wody

Wymieszać, przykryć folią i pozostawić do rana w temp. pokojowej.

Rano do zaczynu dodać:

* 390 g mąki żytniej typ 720
* ok.170-180 g wody
* 35 g melasy
* 1/2 łyżki cukru trzcinowego muscavado
* 2 łyżeczki soli
* 50g pestek słonecznika
* 150g śliwek kalifornijskich (nie wędzonych!)

Rozprowadzić w wodzie melasę i cukier. Dodać resztę składników i zaczyn.
Dokładnie wymieszać, ręką lub drewnianą łyżką. Wystarczy kilka minut, aby wszystko równomiernie się połączyło.
Formę keksowa wysmarować pędzlem olejem słonecznikowym i wysypać otrębami lub płatkami owsianymi. Przełożyć ciasto, wyrównać powierzchnię zwilżoną ręką i przykryć naoliwioną folią spożywczą. Odstawić do wyrośnięcia na 2-3 godziny. Powinno zwiększyć objętość o 60-70%.
Piekarnik nagrzać do temp. 210stC. Włożyć chleb do upieczenia na 15 minut. Zmniejszyć temperaturę do 200stC i dopiekać jeszcze ok. 45 minut.
Wyjąć chleb na kratkę, ostudzić przed krojeniem.
Najsmaczniejszy na drugi dzień.








Wczoraj był piękny dzień, zupełnie nie grudniowy:









05.12.2009

Zaplatany chleb z orzechami i żurawiną.



Zapachniało świętami...ilość bakalii użytych do tego chleba może konkurować ze świątecznym keksem.
Mocno 'napakowany', pachnący i smakujący jak wyborne ciasto drożdżowe nazywa się chlebem...
Nazwa tu nie gra roli, ważny jest smak i zapach,którym delektowaliśmy się po wyjęciu chleba (a dokładniej dwóch chlebów) z piekarnika. Przepis jest propozycją Aklat dla weekendowych piekarek ( WP#54). Bardzo ciekawa propozycja, dziękuję za podzieleniem się z nami przepisem!







Przepis pochodzi z bloga Apple Pie, Patis & Pate.

ZAPLATANY CHLEB Z ORZECHAMI I ŻURAWINĄ

383 g maki chlebowej (3 szklanki),
43 g cukru (3 łyżki),
5 g soli (1/2 łyżki),
11 g drożdży instant (3 1/2 łyżeczki),

21 g ekstraktu pomarańczowego lub cytrynowego (1 1/2 łyżki),*
2 duże jajka (94 g),
113 g mleka w temperaturze pokojowej (1/2 szklanki),
28 g rozpuszczonego masła (2 łyżki),
57 g wody (1/4 szklanki),

255 g suszonych żurawin (1 1/2 szklanki),
85 g posiekanych orzechów włoskich (3/4 szklanki),

1 jajko do posmarowania wierzchu chleba

Mąkę, sól, cukier i drożdże wymieszać. Dodać ekstrakt pomarańczowy lub cytrynowy, jajka, mleko, wodę i masło. Dokładnie wymieszać i wyrabiać przez 5-6 minut. Odstawić ciasto na 5 minut, po czym dodać żurawinę i delikatnie wyrobić ciasto przez 2-3 minuty. Dodać orzechy i dalej wyrabiać, aż rozprowadzą się równomiernie po cieście. Odstawić do wyrośnięcia na 2 h.
Ciasto podzielić na trzy części i zapleść warkocz. Można także zapleść podwójny warkocz lub inny dowolny kształt.
Bochenek posmarować połową jajka i pozostawić do wyrośnięcia na 1-1 1/2 h lub aż podwoi objętość.
Piekarnik nagrzać do 165 stopni, bochenek posmarować raz jeszcze jajkiem i piec przez godzinę, obracając raz w trakcie. Odstawić do ostygnięcia na kolejna godzinę.

* Ekstrakt można z powodzeniem zastąpić startą skórką pomarańczową lub cytrynową ewentualnie pomarańczowym likierem np. Grand Marnier.


*** Z braku odpowiedniej ilości żurawiny - dodałam rodzynki sułtanki.
*** Użyłam pół na pół orzechów włoskich i laskowych.
*** Dodałam także trochę kandyzowanej skórki pomarańczowej zamiast ekstraktu.

03.12.2009

Kulebiak z pieczarkami.




Zbliżające się święta powodują, że zaczynam już myśleć o wigilijnym menu. Tradycyjny barszcz to u nas ważny składnik, tak wigilii jak i świątecznego obiadu. Gotuję także zupę grzybową, postną, mocną i aromatyczną, ale o niej napiszę w innym poście. Tymczasem zastanawiam się czy do barszczu zrobić uszka czy może kulebiak z grzybami.
To drugie rozwiązanie jest szybsze, ale wybierając ten wariant, musimy zarezerwować czas tuż przed wigilią na upieczenie kulebiaka. Uszka natomiast lepię dużo wcześniej, kiedy mam jeszcze 'wolną głowę' i po prostu zamrażam. Potem tylko odmrozić, podgotować i na stół.

Póki co napiszę o kulebiaku z grzybami.
W zeszłym roku piekłam przed świętami inny kulebiak, tradycyjny, z kapustą.
Ten, o którym mowa dzisiaj, jest zupełnie inny w smaku, delikatniejszy.
Może też stanowić samodzielne danie, nie koniecznie do barszczu. Świetnie nadaje się na ciepłą kolację... Polecam!

KULEBIAK Z GRZYBAMI

na ciasto:
* 300g mąki pszennej
* 1 łyżka oleju słonecznikowego
* 1 płaska łyżeczka soli
* szczypta cukru
* 30g świeżych drożdży
* 1/2 szkl. mleka
* 1/2 szkl. wody

Do miski wsypać mąkę, w środku zrobić zagłębienie do którego pokruszyć drożdże, dać szczyptę cukru i wlać pół szkl. ciepłej wody. Zamieszać delikatnie zagarniając nieco mąki, aż utworzy się 'papka' drożdżowa. Przykryć miskę ściereczką na 5-10 minut, aż drożdże lekko 'ruszą'.
Dodać resztę składników i wymieszać ciasto. Jeśli potrzeba dodać mąki lub mleka. Wyrobić na gładkie ciasto, umieścić ponownie w natłuszczonej misce i przykryć. Odstawić na godzinę do podwojenia objętości.**

W tym czasie przygotować farsz:
* 300g pieczarek (można użyć grzybów leśnych***, które trzeba wcześniej ugotować)
* 1 większa cebula
* pieprz i sól do smaku
* 1/4 łyżeczki majeranku
* 1 łyżka bułki tartej
* 1 łyżka oleju słonecznikowego
* 1 łyżeczka masła

Pieczarki umyć, obrać i poszatkować. Cebulę obrać i drobno posiekać.
Na patelni stopić masło, dodać olej i wrzucić pieczarki i cebulę. Poddusić do miękkości, odparowując płyn, przyprawić i ostudzić. Dodać bułkę tartą, wymieszać.

Wyrośnięte ciasto lekko odgazować, rozciągając ciasto, zrobić prostokąt na długość keksówki.
Na środku ułożyć farsz grzybowy i zwinąć w rulon tworząc rodzaj rolady lub po prostu zlepic, pozostawiając farsz w środku (ja tak zrobiłam). Foremkę natłuścić i włożyć ukształtowane ciasto, zlepieniem do dołu. Przykryć i odstawić do podrośnięcia na 30 minut.
W tym czasie nagrzać piekarnik do 180stC. Kulebiak posmarować żółtkiem rozmieszanym z łyżką mleka. Posypać czarnuszką lub kminkiem.
Wstawić do upieczenia na 40-45 minut. Wyjąć na kratkę i ostudzić.



** Ciasto można przygotować w przeddzień, włożyć do lodówki na noc i piec kulebiak rano.
*** Grzyby leśne ugotować (np. przyrządzając zupę) pokroić drobno lub zmielić, osobno poddusić cebulę na maśle, dodać i przyprawić jw. lub wg upodobań.










Już grudniowo...

30.11.2009

Dżem z pomarańczy i kiwi.




Wszystkie weekendowe zabawy u mnie są poweekendowe...
Ten cytrusowy dżem zrobiłam z dwóch powodów, po pierwsze miałam w domu kwaskowate pomarańcze, które nie cieszyły się powodzeniem, a po drugie właśnie minął 'Cytrusowy weekend', organizowany przez Tatter na blogu Palce lizać. Bardzo lubię eksperymentować przygotowując dżemy, konfitury czy marmolady. Ten który zrobiłam powstał, jak wcześniej pisałam bardziej z przypadku... Ale myślę, że kwaśne pomarańcze są odpowiedniejsze w tym dżemie niż słodkie. Dodatek kiwi też wprowadza lekkie 'zamieszanie' smakowe, a skórka z pomarańczy dodatkowo nadaje posmak goryczki (który bardzo lubię!). Dżem zrobiłam z myślą o zastosowaniu w ciastach. Mam kilka przepisów, w których znajdzie swoje miejsce. Cytrusowe marmolady i dżemy sa wspaniałe w ciastach, mają 'charakter' i dodają wypiekowi egzotyki...





DŻEM Z POMARAŃCZY I KIWI


na 4 słoiczki dżemowe:
1 kg pomarańczy
6 owoców kiwi
0,7 kg cukru
1/2 szkl wody
szczypta mielonej kolendry
szczypta mielonego kardamonu
szczypta mielonego imbiru
szczypta mielonego cynamonu

wykonanie;
Wyszorować pomarańcze, z trzech zetrzeć skórkę w cienkie wiórki (bez białego miąższu - czyli albedo!). Odkroić nożem skórki ze wszystkich pomarańczy, tak aby nie pozostawić białej części. Najlepiej odciąć plasterki od góry i z dołu, potem okrawać nożem z góry na dół paski skórki dookoła owocu. Tak przygotowane pomarańcze można pokroić w plastry lub wykrawać miąższ z każdej cząstki bez błony. Kiwi obrać ze skórki i pokroić najpierw na plastry, potem każdy podzielić na ćwiartki.
Z cukru i wody (można użyć soku pomarańczowego - tak ja zrobiłam) ugotować syrop, do którego wrzucić cząstki pomarańczy, paseczki skórki pomarańczowej i pokrojone w kawałki 3 kiwi. Na małym ogniu gotować ok. 1/2 godziny. Zdjąć z ognia i ostudzić bez przykrycia, mieszając od czasu do czasu. Dodać resztę cząstek kiwi i przykryć, odstawić do następnego dnia.
Ponownie doprowadzić do wrzenia, wsypać przyprawy i gotować do zgęstnienia (w zależności od upodobań). Gorące przekładać do wyparzonych słoiczków, zakręcić i odwrócić do góry dnem na 30 minut. Polecam!



29.11.2009

Tort orzechowo-czekoladowy.




Tort który upiekłam tym razem, nie należy do 'zwiewnych', nie jest też szybki w wykonaniu, nie należy również do lekkostrawnych...ALE JEST PYSZNY!
Ciasto orzechowe bez grama mąki i krem czekoladowy (nie kakaowy!) na bazie jajek i masła. Ciasto nie powinno być wysokie, warstwy kremu natomiast 'słuszne', na grubość blatów.

Jeżeli lubicie mocno czekoladowe i niezbyt lekkie wypieki typu brownie, to zapewne ten tort jest właśnie dla Was. Ponieważ mam w domu zdeklarowanych czekaladoholików, postanowiłam go upiec. Polecam na poprawę jesiennego samopoczucia! Doskonały z małą czarną!

Jest to kompilacją kilku przepisów, zatem źródła nie podaję...


TORT ORZECHOWO-CZEKOLADOWY

ciasto:
* 200g zmielonych na grubość kaszki orzechów włoskich
* 3/4 szkl. cukru pudru
* 6 jajek
* 3 łyżki bułki tartej
* 1 kieliszek (50ml) rumu, cherry lub spirytusu
* 1/2 łyżki soku z cytryny

Utrzeć jajka z cukrem (robię to mikserem) do białości, dodawać porcjami zmielone orzechy i bułkę i wymieszać (nie miksować!) aż będzie dokładnie połączone.
Tortownicę wysmarować masłem i wysypać bułką tartą. Przelać ciasto i wstawić do nagrzanego do 180stC piekarnika na 1 godz. Sprawdzić patyczkiem czy upieczone, wyjąć na kratkę i ostudzić. Przekroić w poprzek na pół.


krem:
* 4 jajka
* 1 szkl. cukru pudru
* 140g gorzkiej czekolady
* 200g masła
* 2 łyżki alkoholu j.w.
* 3 łyżki słodkiej śmietanki
* kilka kropli esencji waniliowej lub migdałowej

Rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej lub mikrofalówce (uważać aby nie spiec!).
Ubić jajka na parze z cukrem na kogel mogel. Jeśli zgęstnieje, dodawać po łyżce czekoladę i śmietankę. Mikserem ucierać masło, dodawać masę czekoladową i utrzeć na gładką masę. Na koniec wymieszać z alkoholem. Masa powinna być dosyć gęsta, ale dobrze się rozsmarowywać na cieście.

poncz:
* 1/4 szkl. wody
* kilka łyżek alkoholu j.w.

Blaty ciasta skropić ponczem, można spodni placek posmarować dla kontrastu kwaśniejszym dżemem (ja użyłam z czerwonych borówek) i posmarować połową kremu. Przykryć drugim plackiem, nasączyć ponczem. Pozostałym kremem posmarować boki i wierzch tortu.

do dekoracji:
* 40g czekolady
* 2 łyżki śmietanki
* kilkanaście połówek orzechów

Czekoladę rozpuścić ze śmietanką i udekorować dowolnie górę tortu. Ułożyć na końcu połówki orzechów. Tort włożyć do lodówki na ok 4 godz, aby się 'przegryzły' smaki. Gotowe!







Jeszcze listopadowo...

27.11.2009

Tort makowy z kremem z białej czekolady



Miało być inne ciasto, a ściślej tort czekoladowy...a jest tort makowy.
Ciasto wypatrzone na blogu nieocenionej Dorotki, skarbnicy wspaniałych przepisów na wszelakie słodkości! Dawno go już chciałam upiec, a zrobiłam dopiero teraz. Okazja urodzinowo-imieninowa była w sam raz na tak pyszne ciasto. Tort jest bardzo smaczny, lekkie ciasto przełożone pysznym kremem rozpływającym się w ustach. Przeczuwając że jest bardzo słodki (z racji białej czekolady), najpierw placki posmarowałam dżemem z czarnej porzeczki, a dopiero na to położyłam krem. Zastanawiałam się jaki dżem najlepiej użyć, może z charakterem - pigwowy, a może lepiej łagodny - morelowy? Użyłam w końcu porzeczkowego...połączenie okazało się trafione. Wierzch posypałam wiórkami kokosowymi. Polecam wszystkim, lubiącym makowe wypieki i białą czekoladę.



TORT MAKOWY Z KREMEM Z BIAŁEJ CZEKOLADY


Składniki na blaty:

* 5 jajek
* 15 dag cukru pudru
* 2 łyżki mielonych migdałów
* 12 dag mąki pszennej
* 2 łyżki mąki ziemniaczanej
* 1 płaska łyżka proszku do pieczenia
* 20 dag maku (suchego, nie trzeba mielić)

Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodając stopniowo cukier puder, następnie żółtka. Migdały wymieszać z mąkami, proszkiem do pieczenia i makiem. Powoli połączyć z masą jajeczną, wymieszać delikatnie.

Tortownicę o średnicy 23 cm wysmarować masłem, wysypać bułką tartą, wlać do niej ciasto. Piec w temperaturze 180ºC przez około 45 minut, do tzw. suchego patyczka. Wystudzić, przekroić wzdłuż dwa razy.
Składniki na poncz:

* pół szklanki wody
* 3 łyżki rumu

Składniki na masę z białej czekolady:

* 30 dag białej czekolady
* 400 ml śmietany kremówki

Zrobić poncz: zimną, przegotowaną wodę wymieszać z rumem, odstawić.

Czekoladę przeznaczoną na krem rozpuścić w kąpieli wodnej, wystudzić. Śmietanę kremówkę ubić na sztywno. Powoli wlewać ochłodzoną białą czekoladę, dalej ubijać.

Na tortownicy ułożyć pierwszy blat, nasączyć ponczem. Na blacie rozsmarować 1/3 kremu. Przykryć drugim blatem, nasączyć ponczem, posmarować kolejną 1/3 kremu. Przykryć ostatnim blatem, nasączyć ponczem, udekorować kremem boki i wierzch tortu. Schłodzić. Dowolnie udekorować. Tort można przygotować dzień wcześniej.

Smacznego :)

* tort mozna również posmarować warstwą dżemu (pod kremem)








Listopadowy zachód słońca w mieście...

25.11.2009

Francuski chleb wiejski.


Będzie zwięźle i rzeczowo.


Upiekłam zaproponowany przez Ptasię chleb, bardzo smaczny chleb, chyba więcej niż smaczny...tak, pyszny chleb!
Pieczenie u mnie z weekendu przesunęło się na wtorek, ale może margot vel Alicja uzna (tak po znajomości :)) że to była Weekendowa piekarnia #52 ...
Kolejny raz przekonałam się że warto uczestniczyć (mimo braku czasu!) w tym zbiorowym pieczeniu, i warto wypróbowywać nowe przepisy. Kolejny raz też przekonuję się że pieczenie chleba jest fantastyczną zabawą i nauką pieczenia, wszak całe życie człowiek się uczy, a nauki nigdy za wiele :)
Dziękuję Ptasi i Alicji za tę edycję i już myślę o weekendzie który przede mną...niestety znowu będę spóźniona...








Przepis cytuję w oryginale, ja zamieniłam mąkę razową pszenną na razową orkiszową.

FRANCUSKI CHLEB WIEJSKI NA ZAKWASIE

Zaczyn (200g): 40g aktywnego płynnego zakwasu żytniego, 80g wody, 80g mąki pszennej chlebowej

Wszystkie składniki wymieszać wieczorem dnia poprzedzającego pieczenie, odstawić w temp. pokojowej na ok. 12 h.

Dnia następnego potrzebujemy, poza zaczynem 200g: 300g letniej wody, 312g (2 szklanki) mąki pszennej chlebowej, 80g mąki żytniej chlebowej, 58g (6 łyżek) mąki pszennej razowej, 1/4-1/8 łyżeczki drożdży instant (lub 1-2 kuleczki wielkości ziarna groszku świeżych)*, 1,5 łyżeczki soli (w oryginale ciut więcej - można dać czubate 1,5 łyżeczki)

* Rose proponuje większą ilość drożdży instant, ja dodałam "1 groszek" świeżych i byłam zadowolona z efektów; decyzja należy do Was

Zmieszać cały zaczyn z dnia poprzedniego z 300g letniej wody. W osobnej misce zmieszać mąkę pszenną chlebową, mąkę żytnią chlebową oraz pszenną razową i drożdże. Oprószyć mokre składniki (zaczyn i wodę) suchymi. Wymieszać tak, aby cała mąka była zwilżona. Przykryć i odstawić na 20 minut. Po tym czasie dodać sól i wyrabiać ręcznie lub miskerem ok. 10 minut (osobiście sądzę, że mikserem można nieco krócej). Ciasto będzie bardzo lepkie i elastyczne. Jeśli nie będzie lepkie, należy delikatnie dodać trochę wody.

Zeskrobać ciasto do natłuszczonej miski, przykryć folią i odstawić do podwojenia objętości ok. 1,5-2 h (uwaga: przy redukcji drożdży może potrwać to dłużej - bliżej 2,5-3h, i warto w tym czasie 1-2 razy złożyć chleb). Gdy chleb podwoi objętość, należy go przełożyć na omączony blat i odgazować, złożyć, przełożyć z powrotem do miski. Odstawić do ponownego napuszenia (podwojenia objętości) ok. 1h. Po tym czasie przekładamy chleb ponownie na blat, znów ogazować, podzielić na 2 części i uformować 2 okrągłe (stąd boule) lub owalne bochenki. Ciasto będzie wciąż dość lepkie, choć dające się formować. Należy starać się jak najmniej podsypywać mąką. Chlebki umieścić w koszykach/durszlakach do wyrastania, przykryć folią i odstawić do napuszenia na 1h.

Jeśli mamy kamień - od razu po uformowaniu bochenków nagrzewamy go w piekarniku nastawionym na 245 st. C. Jeśli nie - można nagrzać blachę. Napuszony chleb nacinamy, przekładamy na nagrzaną blachę lub kamień i pieczemy z parą 5 min w 245 st. Skręcamy temperaturę do 230 st. i pieczemy 20-25 minut, aż chleb będzie mocno zrumieniony, głuchy od spodu a temperatura wewnątrz bochenka będzie wynosić ok. 100 st. C. Studzimy na kratce.

Chleb wychodzi mocno dziurzasty, smaczny, ze skórką idealną do żucia, a jak wygląda, widać u góry.

...i na dole.






A chryzantemy jeszcze kwitną...

17.11.2009

'Gordonki'



Donoszę że upiekłam bułeczki zwane Gordonki, a oficjalnie "Bułki z ziarnami na miodzie". Powiem więcej, upiekłam w przepisowym czasie czyli w weekend...tylko wpis robie z poślizgiem :), a wszystko przez pewne niespodziewane prace dla domu :), innymi słowy dzień dzisiejszy był, a jakby go w ogóle nie było :))) I co gorsze, jutro prac ciąg dalszy :(

A wracając do piekarniczej działalności, to powiem tylko że bułeczki są baaardzo dobre i z pewnością jeszcze nie raz skorzystam z przepisu.

Mąkę razową pszenną zastąpiłam orkiszową. Polecam!

Cytuję gospodynię piekarni:


BUŁKI Z ZIARNAMI NA MIODZIE

inspirowane przepisem Gordona Ramsay'a

7g (1 op.) drożdży instant (lub 15g świeżych)
275 ml letniej wody
225g mąki pszennej razowej
225g mąki pszennej (białej)
1 ½ łyżeczki soli morskiej
50g dowolnej mieszanki ziaren (np. sezamu, dyni, słonecznika, siemienia, maku)
3 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki płynnego miodu
2 łyżki mleka do posmarowania

Jeśli używasz drożdży świeżych: do 4 łyżek letniej wody wkruszyć drożdże, zamieszać i odstawić na kilka minut.

Mąkę przesiać do dużej miski. Wsypać suszone drożdże (lub wlać przygotowany rozczyn). Wlać oliwę, miód i wodę. Zamieszać drewnianą łyżką, a następnie wyrabiać, dodając mąki, gdyby ciasto było zbyt wilgotne. Wsypać mieszankę ziaren i dalej wyrabiać. Ciasto powinno być miękkie, ale nie klejące.
Wyjąć ciasto na posypany mąką blat, uformować kulę i ugniatać przez 5-10 min., aż ciasto będzie gładkie.
Włożyć do nasmarowanej oliwą miski, przykryć folią spożywczą i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 1 godzinę by podwoiło objętość.
Wyrośnięte ciasto znów wyjąć na blat, odgazować. Podzielić na 9 równych części i z każdej uformować kulkę. Ułożyć je na wyłożonej pergaminem blasze. Przykryć czystą ściereczką i odstawić na ponowne zwiększenie objętości. Posmarować z wierzchu mlekiem.
Piec w piekarniku rozgrzanym do 200 st.C. ok. 20min. Wystudzić na kratce.





Jeszcze trochę listopada w parku i ogrodzie...


16.11.2009

Mrówkowiec.


Jeszcze trochę o listopadzie...bo czyż nie pięknie zaczyna się dzień listopadowy?
Ostatnie słoneczne i pogodne dni (zupełnie nietypowe w listopadzie) mają wyjątkowo piękny początek.
Mgły unoszą się znad ziemi, a wschodzące słońce cudownie podświetla krajobraz, tworząc malarskie kompozycje.

Podziwiając te barwne pejzaże o wschodzie, przywołuję w pamięci obrazy Williama Turner'a, (którymi od zawsze zachwycałam się) uważanego za prekursora 'Impresjonizmu'.


Niesamowite!

Patrząc na te zmieniające się co chwilę kompozycje kolorystyczne, wiem co 'napędzało' impresjonistów. Przypuszczam, że każdego poruszy takie piękno! A my patrząc na te 'cuda', jesteśmy tacy mali ze swoimi problemami...

No dobrze, koniec zachwytów...wróćmy na ziemię, będzie o Mrówkowcu...






Postanowiłam upiec coś łatwego i nie wymagającego myślenia:)...w końcu niedziela, dzień odpoczynku i luzu...i upiekłam ciasto, które jest w pewnym sensie 'awaryjnym', w każdym razie piekę je wówczas, gdy ogarnia mnie 'niemoc kulinarna'. Przepis bardzo stary, przed laty zaczerpnięty z 'Poradnika Domowego'. Ponieważ ciasto zawsze wychodzi (pewno wiele osób je doskonale zna), a nie wymaga specjalnych umiejętności kulinarnych (jedynie trochę siły w rękach lub sprawnego miksera) postanowiłam przypomnieć przepis na nie. Na jesień 'Mrówkowiec' i 'Zebra' (a ja tak kocham zwierzaki :)) to ciasta , które piekę w sytuacjach awaryjnych i wspomnianej powyżej 'niechcicy'(nawiasem mówiąc chyba nie przypadkowo dopadająca mnie jesienią i w niedzielę). Piekłam Mrówkowiec już niezliczoną ilość razy, czasem dodaję do niego orzechy, innym razem żurawinę lub rodzynki, bardzo dobrze smakuje także z pokrojonym w kostkę ananasem






Tym razem dodałam rodzynki. Przepis podaję w oryginalnym brzmieniu:

MRÓWKOWIEC

składniki na większą keksówkę:

6 jajek
2 szkl mąki pszennej
3/4 szkl suchego maku
1 i 1/2 szkl cukru drobnego lub pudru*
250g masła lub margaryny**
kilka kropli aromatu migdałowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Do miski włożyć margarynę i cukier, utrzeć. Dodawać po jednym jajku i po trochę mąkę, wciąż ucierając. Na koniec wsypać mak i aromat, dokładnie wymieszać i przełożyć ciasto do wysmarowanej i wysypanej bułką foremki. W łożyć do nagrzanego piekarnika do 180stC na ok. 60 minut. Wyjąć na kratkę i ostudzić. Można posypać cukrem pudrem (ja tego nie robię bo ciasto jest bardzo słodkie).

*Można zmniejszyć ilość cukru, ja daję 1 i 1/4 szklanki.
**Ponieważ o tej porze roku masło bywa twarde i trudne do utarcia, piekę często z 'Kasią'.



Printfriendly