07.09.2011

Jabłecznik z garścią wspomnień




Jabłka sypią się z drzew... ja jak zwykle nie nadążam... 
Piekę szarlotki, jabłeczniki, paje, robię dżemy, marmolady, kompoty... co by tu jeszcze?
Dobrze że w tym roku jabłek jest trochę mniej...

Pierwszy raz jadłam ten jabłecznik w Tatrach...siedząc gdzieś tu poniżej :)))


 /zdjęcie z internetu - Murzasichle/


Jeździliśmy tam często (raz do Murzasichla a raz do Kątów Rybackich - na zmianę) - najpierw sami, potem z dziećmi...potem znowu sami:)
Bywało czasem że wyjeżdżałam sama z dziećmi i moją kuzynką (zapaloną turystką, która biegała po górach jak kozica) .... Ewa chodziła na wycieczki w góry z moimi chłopcami zdobywać szczyty a ja co miałam zdobyć to już zdobyłam:)),  nie zawsze miałam ochotę na ostre wspinanie,  wolałam patrząc na wierchy posiedzieć za chałupą wśród baranów i kur, w towarzystwie gazdowskich psów i kotów (a lubiły mnie bardzo bo przez 2 tygodnie naszego pobytu jadły jak nigdy w ciągu całego roku)...i poczytać książkę. 

Mieszkaliśmy zawsze u tych samych gazdów, w starej góralskiej chacie bez 'wyszukanych' wygód... co zupełnie dzieciom nie przeszkadzało, powiedziałabym że nawet były z tego faktu bardzo zadowolone:))
Kuchnia gospodarzy była do naszej dyspozycji.  Gotowałam więc 'obiady' (np ziemniaki z kwaśnym mlekiem:))... jednak na pieczenie ciast w piecu opalanym drewnem jakoś nie miałam ochoty.  

Raz skusiłam się (po usilnych namowach gazdy:)) i upiekłam drożdżówkę z jagodami  (które przynieśliśmy z lasu - czyt. Tatrzańskiego Parku Narodowego!) i kruszonką.  Nie miałam wtedy doświadczeń z używaniem takiego pieca ani najmniejszego pojęcia jak długo ciasto powinno się w nim piec.
  -Niech jesce posiedzi! - wołał gazda, jak tylko miałam ochotę blaszkę wyciągnąć z pieca:) ... i tak siedziało 1,5 godziny (!!!)... wyjęłam  rumiane, a jakże (?)... a raczej spieczone ciasto, które nie tylko się upiekło... ono się wysuszyło:)
Najważniejsze jednak, że wszystkim bardzo smakowało!  To doświadczenie sprawiło że już więcej tam ciasta nie piekłam, a jak były jagody to robiłam pierogi.

Pewnego niedzielnego popołudnia Ewa poszła na tzw. ploty do sąsiedniego, zaprzyjaźnionego  gazdostwa, a po dwóch godzinach wróciła z małym zawiniątkiem:))  Mieściły się w nim 4 kawałki jabłecznika z budyniem.  Jaki on był pyszny!  Zaraz pobiegłam po przepis, a po powrocie do Wrocławia upiekłam w swoim bardziej cywilizowanym piekarniku...  stwierdziłam jednak, że tamto ciasto było lepsze!
Teraz od czasu do czasu piekę ten jabłecznik, bo nie dość że pyszny, to jeszcze przywołuje bardzo miłe wspomnienia....



JABŁECZNIK Z BUDYNIEM

/forma 38x25cm/

*  3 szkl mąki pszennej
*  200g masła lub margaryny
*  3/4 szkl cukru pudru
*  2 żółtka
*  1 jajko
*  2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany
*  1 łyżeczka proszku do pieczenia
*  cukier waniliowy

*  2 budynie waniliowe
*  3 szkl mleka

*  1,5  kg jabłek


Ugotować budyń i przestudzić.
Zarobić ciasto, owinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki.
Piekarnik nagrzać do 170stC z termoobiegiem (lub do 180stC bez).
Jabłka obrać i podzielić na ćwiartki.
Blaszkę wysmarować tłuszczem.  Połowę ciasta rozwałkować i wyłożyć nim formę.  Ułożyć gęsto kawałki jabłek (aby pokryć cały spód) i zalać budyniem.  Wyrównać powierzchnię i przykryć rozwałkowanym drugim kawałkiem ciasta,  docisnąć dookoła brzegi.  Nakłuć widelcem w kilku miejscach.
Wstawić do nagrzanego piekarnika na 45 minut  (lub 50 jeśli pieczemy bez termoobiegu).  Wyjąć na kratkę, oprószyć cukrem pudrem.  Kroić po całkowitym wystudzeniu.  Smacznego!



*



19 komentarzy:

  1. To połączenie jest dla mnie wręcz idelane, ale mi narobiłaś ochoty na ten jałecznik :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jabłeczki z budyniem piekłam całkiem niedawno jeszcze nie zdążyłam wstawić na bloga a więc będzie u mnie coś podobnego. Może jutro:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam jabłecznik z budyniem, Twój wygląda tak, że najchetniej zrobiłabym nalot na Twoją kuchnię :)
    Murzasichle to faktycznie wspaniałe miejsce na górskie wakacje.

    OdpowiedzUsuń
  4. wspaniały, wieki nie jadłam takiego, a właśnie najlepsze są takie ciasta ze wspomnieniami

    OdpowiedzUsuń
  5. Jabłecznik wygląda pięknie... ale jeszcze bardziej tęskno mi do tych widoków! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Idealny na zimne ,wczesnojesienne dni;)

    OdpowiedzUsuń
  7. a mi wlasnie chcialo sie budyniu, wiec wpraszam sie na takie pyszne ciacho:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kass, jakże piękne wspomnienia!
    Kocham góry i uwielbiam po nich wędrować, więc Twoje wspomnienia wywołały też moje.

    A jabłecznik z budyniem wygląda bajkowo i na pewno tak smakuje.
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  9. wspomnienia bezcenne,a taki jabłecznik pychotka

    OdpowiedzUsuń
  10. Kass, piękne są takie wspomnienia! a jabłecznika z dodatkiem budyniu wydaje mi się, że nigdy nie próbowałam. Musi być pyszny!

    OdpowiedzUsuń
  11. uwielbiam wlasnie,jesli jakis smakolyk kojarzy mi sie jakos z przeszloscia.....z milymi chwilami....
    Super ten jablecznik wyglada :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. takie smaki i takie wspomnienia mają w sobie jakąś magię.

    OdpowiedzUsuń
  13. mmm i ile budyniu! pycha :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspomnienia rzeczywiście przesympatyczne. I mam ochotę na taki właśnie jabłecznik!

    OdpowiedzUsuń
  15. jak zobaczylam ten jablecznik/szarlotke..to pomyslalam: eeee, przeciez to napoelonka:)

    a teraz mam naprawde chec zrobic ten przepis. Wyglada ciekawie..i co jeszcze..jest inny:) sprobuje!!:D

    OdpowiedzUsuń
  16. smacznydom - upiecz i podziel sie wrażeniami!
    pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Printfriendly